LanDonfael

"Nazywam się Hakate Kakashi, nie zdradzę wam co lubię, a czego nie. Co do moich marzeń... Mam kilka

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Zrobiony nagłówek dla Saringan pozdrawiam cię i zapraszam do LD ;)
09.09.2010 o godz. 17:50
Siemka zapraszam http://landonfael.npx.pl/ stronka jest poświęcana na z potkanie z ludźmi i też na wyrażanie weny twórczej oraz nadawania postów których lubicie z rożnych bajek lub anime.
Jeszcze w remoncie ale co nie co jest na str :)

28.07.2010 o godz. 15:39
Postacie:
Kinga(ja)
3Hokage

Naruto

Iruka

Kiba

Sakura

Sasuke

Gai

Kakashi

Hinata

Posłaniec



Następnego dnia 3Hokage zapisał mnie do Akademii, który dyrektor pżydzielił mni do klasy F tam gdzie był Naruto, Shikamaru, Kiba itp.

3Hokage: Witam wszystkich to jest Kinga od teraz będzie chodziła z wami do klasy - do Kingi - usiądź między Kibą, a Hinatą.

Kinga usiadła tam gdzie wskazał 3Hokage.

Naruto: Cześć Kinga jestem Naruto

Iruka: Naruto nie gadaj na lekcji

Kinga: Ej - do Hinaty - kto powiedział do mnie bo nie zwruciłam uwagi.

Hinata: Nnnn...aaa...rrr...uuu...ttt...ooo.

Kinga: A który to?

Kiba: To ten w pomarańczowym dresie

Iruka: Mówiłem nie...- dzwonek

Dzieci ucieszyli się na jego dzwięk.

Naruto: Witaj jesteśmy z 7 drużyny, ja jestem Naruto, to jest Sasuke...

Sasuke: Cześć... ale to denerwujące - pod nosem

Naruto: a to jest Sakura

Sakura: Witaj

Kinga:
um... miło mi was poznać, co teraz będzie za lekcja?

Sasuke: Teraz idziemy na wf.

Kinga: aha... panie Iruka! - nie usłyszał

Naruto: W porządku Kinga? choć z nami

Kinga: Dzięki Naruto, tylko nie wiem w jakiej drużynie jestem.

Naruto: A Hokage ci nie powiedział?

Kinga: Właśnie nie powiedział mi

Naruto: A to nie wiem w jakiej... narazie choć z nami

Kinga: Dobrze a gdzie idziemy?

Naruto: na wf.

Kinga: aaa... o proszę pana - do Iruki

Iruka: Słucham

Kinga: Yyy... proszę pana wie pan może do jakiej ja drużyny należe?

Iruka: Nie wiem... ale bardzo możliwe, że będzie 4osobowa grupa, dołączysz do grupy Kakashiego

Kinga: aha... a kto to?

Iruka: To jest sensei Naruto.Sasuke i Sakury

Naruto: Fajnie

Kiedy już się zaczoł wf w oknie gadają Kakashi i Gai.

Kakashi: Wiesz co Gai...chybaa będę miał w klasie tą Kingę... Mówią że zdolna.

Gai: No no słyszałem o niej

Posłaniec szybko przybiegł do Kakashiego i Gaia, który był cały za zdyszany.

Posłaniec: Jesteście pilnie wzywani przez Hokage

Kakashi: W porządku to idziemy

Po pewnym czasie Kiba i Naruto

Kiba: Wiesz, że mi się ta nowa Kinga podoba

Naruto: No ładna jest

Kiba: Chętnie poznam ją bliżej

Iruka: Nie gadać tylko biegać!! - krzykną

Kinga: Ciekawe o czym gadali Kiba i Naruto - w myślach

W domu Hokage było spotkanie shinobi.

Hokage: A więc tak... w tym roku będzie jedna drużyna 4osobowa. Będzie ona twoja Kakashi.

Kakashi: W porządku

Hokage: A należeć do niej bedą Sasuke, Sakura, Kinga...

Kakashi: Mam świetną drużynę - w myślach

Hokage: I Naruto

Kakashi: O nie - w myślach

Hokage: Drużyna Gai'a Lee, Ten Ten i Neji, Kurenai Hinata, Kiba i Shino i Asuma Ino , Choji i Shikamaru. Teraz spotkajcie się ze swoimi drużynami w wyznaczonych miejscach, przez swoich wychowawców.

15minut później...

Kakashi: Sasuke, Naruto, Sakura i Kinga

Drużyna: Tak!!?

Kakashi: Od dzisiaj jesteście w mojej drużynie

Naruto: Świetnie...yhmm...to może...tak żeby zawiązać więzi...pójdziemy na ramen?

Kakashi: Haha, a ty tylko o jednym, ale w porządku

Naruto: Super...ramen...ramen...ramen

Sakura: Naruto uspokój się

Sasuke: Taaa...bo wstyd z tobą wyjść na miasto

Naruto: Sasuke nie mów mi co mam robić, co tak stoisz i nic nie mówisz Kinga?

Kinga: Nie wiem po prostu...

Naruto: Czego nie wiesz?

Kinga: ... Co to jest to ramen, czy jakoś tak...

Naruto: Co? - Naruto był zaskoczony pytaniem koleżanki. Nie wiedział co powiedzieć - Ramen to taki makaron...jak dojdziemy na miejscu to zobaczysz. Na prawdę nigdy tego nie jadłaś?

Kinga: W sierocińcu nie dawali nam czegoś takiego.

Sakura: To co idziemy, czy będziemy tak stać?

Sasuke: Idziemy.

Po powrocie.

Kinga: Faktycznie to ramen jest dobre - Powiedziała dziewczyna do Naruto uśmiechając się, on odwzajemnił ten gest.

Kakashi: Dobra to teraz powiecie coś o sobie

Naruto: A więc ja lubię ramen, a nie lubię czekać, aż makaron napęcznieje...

Sakura: Ja Lubię...ymm....kocham...ymm..., nie nawidzę Naruto

Naruto: Cooo?!

Sasuke: Jest mało rzeczy, które lubię, wiele których nie lubię... moje ambicje.... to raczej cel chcę kogoś zabić.

Naruto: O rany mam nadzieję że mnie nie - w myślach

Kakashi: W porządku nie ma potrzeby żebym ja się opisywał.

Naruto: Jak to?

Sakura: Naruto jak Kakashi-sensei nie chce to nie możesz go zmuszać.

Naruto: No ok, ale szkoda.

Sakura: W pewnym sensie ma racje, bo nic nie będziemy wiedzieć o Kakashim - w myślach - hymm?

Kakashi: Aha tera ty Kinga

Kinga: Ja

N.,Sak: Tak!!

Kinga: Ja nie wiem od czego zacząć - zaczerwieniła się. Wszyscy na nią spojrzeli - No dobra... więc tak, lubię jeść jabłka i rysować, a nie lubię rodzynek i koloru różowego. - Kiedy sączyłam Kakashi-sensei oznajmił, że na dziś już koniec i, że widzą się jutro.

Naruto zaproponował, że odprowadzi mnie, na co ja się zarumieniłam..

Więc tera piszę cz3 prawie koczę więc proszę o cierpliwości także dam jeszcze 2 inne opowiadania :).
09.05.2010 o godz. 14:40
Postacie jakie występują w Cz1 :). Jak ktoś ogląda Naruto to na pewno wie jakie są postacie ^^.

Kinga(Ja) - Po utracie rodziny trafiłam do sierocińca byłam prawie jak Naruto, ale później to się zmieniło na plusy odkrywam moce swoje ;).

Dzieciaki - mieszkali tak samo w sierocińca, którzy mnie nie lubili na początku.

Pani od sierocińca - właściciel który szuka domu dla dzieci.


3Hokage - Jest władcą wioski konohy, a zarazem przyjął do siebie mnie z ważnych przyczyń.



Razu pewnego w wiosce otoczonej liściami, żyła pewna samotna dziewczynka której imię było wymawiane potajemnie, nazywała się Kinga. Mieszkała i wychowywała się w sierocińcu z innymi dziećmi którzy nie chcieli się z nią przyjaźnić. Po ciężkich staraniach w ratowaniu życia mocno zranionego brata Kingi, Axel umiera pozostawiając cząstkę swojej mocy(chakry). Kinga po pogodzeniu się z prawdą iż została ostatnim żyjącym członkiem rodziny o szerokich korzeniach, postanawia chronić swojej wioski, postanawia zostać Ninją...

Wczesnym rankiem tuż przed ósmą Kinga jeszcze smacznie spała, obudził ją Naruto który uciekając przed rówieśnikami potknął się o śmietniki blisko sierocińca Kingi, narobił wiele hałasu i uciekł...

Kinga: Co to było co? - Spogląda się na innych - Ehh.

Kinga szybko ubrała się i zleciała szybko na duł do kuchni.

Kinga: Jak ja nie lubię jak się paczą na mnie - W myślach.

Dzieciaki: Hahahahahaha jaka ta Kinga jest dziwna.

Kinga: Jak ja wam pokaże to jeden będziecie wisiał na drzewie.

Dzieciaki: Hahahahah Ty ???!!!. Ty jesteś nikim , jesteś żałosna.

Kinga:
Zobaczymy na pewno mnie ktoś za adoptuje.

Dzieciaki: Masz na to 0 szans , jesteś brzydka żałosna i nie potrafisz żadnego jutsu , na dodatek rozrabiasz.

Kinga: Nie prawda zobaczymy na pewno dziś ktoś przyjdzie.

Dzieciaki: Jesteś tego pewna ? z Twojego klanu nikt nie przeżył , a Ty jesteś odludkiem i dziwolągiem.

Kinga:
Nie prawda, zobaczycie na pewno ktoś mnie weźmie - Kinga szybko wybiegła z łzami na twarzy, zanim coś pani ogłosiła.

Pani: Leone Otakima przejdź do pokoju numer 20.

Pani: Otakima , ktoś Cię chce zaadoptować. No i zostałeś tylko ty już.

Pani: Mening Kinga , niestety nikt Cie nie chciał dziś.

W sierocińcu dochodzi rozległe pukanie do drzwi, Kinga otwiera drzwi i widzi stojącego Hokage.

Kinga: Hok...age, co pan tu robi??

Hokage: Witaj Droga Kingo..Widzę,że nie powodzi ci się najlepiej.

Kinga: Jak pan widzi wszyscy mają już dom a ja nie mam i chyba tamte dzieciaki mówili prawdę.

Kinga Upuściła głowę w dół 3 Hokage podszedł do niej i bardzo mocno ją utulił i zaczął mówić.

Hokage: Znałem twoich rodziców byli naprawdę dobrymi ninja,i dlatego chce abyś została jak oni ninja według woli swoich rodziców.

Kinga: Znałeś moją rodzinę?? ale oni mnie nie zapisali do akademii.

Hokage: Twoi rodzice chcieli cię zapisać do akademii,ale chcieli poczekać aż urośniesz pozwól,że opowiem ci historię twoich rodziców.

Kinga: Dobrze.

Po czym puścił Kingę, wstał i opowiada.

Bodajże 6 lat temu na tereny wioski wpadło 2 osoby z organizacji Akatsuki..Szukali oni demona o dziewięciu ogonach który jest we wnętrzu u jednego dziecka,mniej więcej w twoim wieku.W nocy próbowali szukać Demona, ale była dla nich 1przeszkoda - Twoi Rodzice.Twoja Mama i Tata Walczyli dość Długo i gdy 1zwiadowca mnie o tym poinformował i gdy tam dotarłem było za późno..Zobaczyłem twoich rodziców prawie umierających a tamci z tej organizacji byli ciężko ranni i gdy mnie ujrzeli od razu się prze teleportowali.Wielki Medyk Tsunade moja uczennica nie mogła nic zdziałać z takimi obrażeniami,twoja matka przed śmiercią prosiła abym was wysłał do sierocińca i pewnego dnia przybył po Ciebie i twojego brata i żeby się kształcili w akademii..Oto cała Historia.

Kinga: Tylko ze ja już nie mam brata umarł na ciężką chorobę.

3 Hokage: Wiem,słyszałem o tym ale przybyłem po ciebie Kinga mam dla ciebie zakwaterowanie,będziesz miała opiekunkę?i proszę cie według woli rodziców abyś zaczęła naukę w akademii..ale cóż decyzja należy do ciebie.

Kinga:
Opiekuna?? kogo, hymmm może będzie fajnie akademii.

3 Hokage: A więc wyjdźmy z stąd droga Kingo.

Kinga: Ty, wow, dziękuję dziadku hokage.

Po czym wyszli z Pokoju 3 Hokage odpisał Kingę z sierocińca i wychodzą razem z sierocińca.Wszystkie dzieci byli zdziwieniu wywalając mniej więcej takie teksty - Nawet 3 Hokage zainteresował się dziwadłem ,-Niemożliwe

Kinga z uśmiechem na twarzy wychodzi z sierocińca i żegna się z nim po raz ostatni.

No na tym koniec 1cz miłego czytania i komentowania :)
09.05.2010 o godz. 14:26
No i wróciłam xD z długiego urlopu dam wam dwa opowiadania o naruto miłego czytania i pisania komentarze :)
09.05.2010 o godz. 14:16
Nocą 31 grudnia w świątyni Chion-in w Kioto wielki dzwon bije 108 razy, odliczając w ten sposób, razem ze stłoczonym na dziedzińcu wiernymi, ludzkie słabości. Później wierni zapalają od świętego ognia sznurki, od których rozniecają ogień w kuchni i płomień świec w domowej świątyni. Japoński Nowy Rok trwa trzy dni i Japończycy przygotowują się do niego bardzo starannie. Od tygodni sprzątają domy, kupują ubrania dla dzieci, wymieniają z rodziną i przyjaciółmi podarunki i spłacają długi. Świąteczne potrawy przygotowywane są wcześniej, by przez trzy dni można było odpoczywać. Przed świętem pracownikom są przyznawane premie. Święto Nowego Roku obchodzone jest w Japonii z taką atencją, jak u nas Boże Narodzenie.
03.01.2010 o godz. 13:06
Najlepsi nałożyć perfumy na te partie ciała, gdzie krew krąży najżywiej:skronie, kark, dekolt, stawy rąk, pod kolanami - tam zapach utrzymuje się najdłużej. Również włosy mają tę właściwość,że chętnie wchłaniają substancje zapachowe. Jeśli skropi się perfumami skraj sukni lub żakietu, zapach unosi się wówczas i otacza całą postać. Niektóre panie mają zwyczaj perfumować ubrania - powinny one wiedzieć, że zapachy pozostają na długo na wełnie, lnie i bawełnie, a z tworzyw sztucznych szybko wietrzeją. Nigdy nie należy też nanosić perfum na jasne materiały i jedwab, bo mogą one pozostawić trwałe plamy.
02.01.2010 o godz. 16:05
Mieszkańcy dawnej mazowieckiej wsi przed Wigilią wychodzili na podwórze i obserwowali niebo. Jeśli było usiane gwiazdami, mówiono, że rok będzie "nieśny", tzn. kury będą niosły dużo jaj. Niebo zasnute chmurami zapowiadało rok "mleczny", czyli obfitość mleka. W niektórych stronach Mazowsza w rogach izby stawiano snopy zboża, a na podłodze rozściełano słomę. Snopy symbolizowały dostatek i zapewniały obfite przyszłoroczne plony, a słoma była kładziona na podłodze dla wygody zmarłych, którzy - jak wierzono - odwiedzali tego dnia swoje domy i chodzili po izbach. Wszyscy obserwowali swe cienie na ścianie: wyraźny zapowiadał długie życie, a rozchybotany, słaby chorobę.
02.01.2010 o godz. 15:18
W dawnej Polsce był wierzchnią szatą szlachecką. Inne były kontusze od święta, inne na co dzień, często zmieniały się ich kroje i barwy. Kontusze zwyczajne szyto z tkanin sukiennych, a wytworne i drogie najczęściej z atłasu podbitego aksamitem. Kontusz miał zarzucane na plecy wyloty. Interesujące jest to, że ten zdawałoby się tradycyjny polski strój jest pochodzenia tureckiego, skąd przywędrował do nas przez Węgry wraz z nazwą (köntös). Jest ona zapożyczeniem z tureckiego kontusz. Niekiedy kontusz tworzył komplet wraz z żupanem, który użytkowano jako ubiór codzienny. Wtedy jego podszewka była uszyta z tej samej tkaniny co ów żupan. Szlachta preferowała żupany w żywych kolorach, jakość materiału nie była taka ważna.
28.12.2009 o godz. 16:42

Choinka to nieodłączny element Bożego Narodzenia. Najlepszym rozwiązaniem jest drzewko w donicy. Jeśli będziemy o nie dbać, może zostać w naszym domu przez wiele lat albo powiększyć drzewostan w ogródku. Gdy zdecydujemy się kupić drzewo wycięte na plantacji, sprawdźmy miejsce cięcia. Jasne, lepkie od żywicy świadczy o tym, że drzewko nie było wycięte na wiele dni wcześniej. Wybraną starannie choinkę umieszczonym w dużym pojemniku, który obficie podlewamy. Dobrze podlewane i ustawione w najzimniejszym kącie domu drzewko postoi długo i może nawet wypuszczać nowe pędy.
20.12.2009 o godz. 17:36
Najlepszy pasztet uzyskamy łącząc kilka gatunków mięsa (wołowinę, indyka, kaczkę, cielęcinę, królika, zająca i tłustą wieprzowinę). Niezbędnym dodatkiem jest wątróbka. Moczymy ją krótko w mleku, osuszamy i lekko podsmażamy z mięsem. Pasztet powinien być aromantyczny, dlatego do garnka wrzucamy włoszczyznę, czosnek, liść laurowy, ziele angielskie, jałowiec, goździki, kilka suszonych grzybów. Wyrabiając trzykrotnie przemielone mięsa, dodajemy gałkę muszkatołową, imbir, pieprz, a do pasztetów drobiowych i cielęcych otartą skórę z cytryny. Ciężkie pasztety robi się bez bułki i z małą ilością jajek, do lżejszych dodajemy bułkę, marchewkę, cebulę i pianę z białek ubitą z solą.
20.12.2009 o godz. 17:07
Ta trwała, płożąca się roślina pochodzi z Andów. Ma drobne listki, a kwitnie w kwietniu-maju białymi kwiatkami. Najbardziej dekoracyjne są jej owoce-jasnopomarańczowe jagody. Jest ich tak wiele, że nertera wygląda, jakby nie miała liści, a tylko owoce. Opadają na początku zimy. Nertera lubi miejsca chłodne i oświetlone, lecz nie upalne, i świeże powietrze bez przeciągów. Latem zima w doniczce powinna być stale wilgotna, a zimą bardziej przesuszona. Gdy roślina jeszcze (i już) nie owocuje, warto ją często zraszać. Nawozimy umiarkowanie, stosując nawóz bezazotowy, inaczej zbyt silnie rozwiną się liście, a kwiaty i owoce słabiej. Przesadzamy najlepiej w sierpniu do mieszanki ziemi próchniczej i piasku.
18.12.2009 o godz. 15:08
Koncentracja uwagi jest niezbędna przy każdej pracy umysłowej. Umiejętność skupienia się na wykonywanej czynności to połowa sukcesu, lecz jest to sztuka, którą trzeba ćwiczyć przez całe życie. Bardzo polecane jest rozwiązywanie zadań logicznych lub krzyżówek bądź zabawianie się scrable, angielską grą towarzyską przypominającą właśnie układanie krzyżówek. Warto grać w warcaby, brydża, szachy. Codziennie wieczorem można sprawdzić swa zdolność zapamiętywania, starając się otworzyć dokładnie, co zdarzyło się nam tego dnia w określonym przedziale czasu, przypominając sobie wszystkie szczegóły i fakty. Można również przypatrzeć się uważnie jakiemuś rysunkowi, a potem spróbować go przerysować z pamięci.
17.12.2009 o godz. 14:51
http://www.numerologiachinska.pl/horoskop-chinski/

Legenda o zwierzętach horoskopu

Zgodnie z legendą Budda, zanim opuścił Ziemię, zwołał do siebie wszystkie zwierzęta. Jednak tylko dwanaście zwierząt pojawiło się, aby go pożegnać. Aby im to wynagrodzić nazwał on lata nazwami zwierząt w kolejności, w jakich się pojawiały. Najpierw przyszedł Szczur, potem Bawół, następnie Tygrys, Królik, Smok, Wąż, Koń, Koza, Małpa, Kogut, Pies i Świnia. Stąd mamy dziś dwanaście znaków odpowiadających kolejnym latom. Zwierzę panujące nad rokiem, w którym przyszedłeś na świat ma głęboki wpływ na Twoje Życie. Odwieczna mądrość mówi: "To jest zwierzę, które kryje się w Twoim sercu".

Ja jestem z chińskiego horoskopu - Pies


Tagi: horoskop
28.11.2009 o godz. 18:58
Czasem nasz Mruczek załatwia się na dywanie czy pod stołem. Nie jest to złośliwość: koty zaczynają unikać kuwet, gdy coś im dolega. Na przykład zapalenie dróg moczowych powodujące ból podczas wydalania. Wtedy kuweta zaczyna kojarzyć się kotu z czymś nieprzyjemnym. Często też koty ignorują kuwetę ze żwirkiem, kiedy są czymś zestresowane, chcąc pokazać w ten sposób, że coś jest nie tak, że coś im dolega. Pamiętajmy też, że kuweta powinna stać w cichym koncie, z dala od miseczek z jedzeniem i piciem, w otwartym pomieszczeniu. Jeśli oprócz kota trzymamy psa, zafundujemy kotowi kuwetę zakrytą z uchylnymi drzwiczkami. No i pamiętajmy, żeby toaleta była zawsze czysta - trzeba ją często myć i regularnie zmieniać żwirek.
Tagi: kot koty
28.11.2009 o godz. 18:12
1. Aby schudnąć, jedz często, ale mało.
2. Nie opuszczaj głównych posiłków.
3. Na śniadanie jedz chleb pszenny, jajka i jogurty.
4. Ogranicz picie kawy do jednej filiżanki dziennie.
5. Jedz często gruboziarnisty chleb i ryż.
6. Unikaj deserów po obiedzie.
7. Nie mieszaj protein z węglowodanami.
8. Zrezygnuj całkowicie z czekolady.
9. Obowiązkowo zjadaj coś małego o 11 i 17, by uniknąć głodu.
10. Owoce jedz godzinę przed lub dwie godziny po posiłku.
Tagi: dieta uroda
28.11.2009 o godz. 17:05
Fuuko Ibuki dla Nezumi wymiary 180x180

Tagi: grafika
08.11.2009 o godz. 21:24
Do napisania tego artykułu skłoniła mnie przypadkowa rozmowa przy piwie z poznanymi młodymi Moskwianami, z którymi spędziłem knajpiany wieczór w styczniu tego roku.
Środek pory suchej, gorąco, upał 40 stopni, słońce przygrzewa tak, że mógłbym smażyć krewetki na betonie, No nic – myślę – Czas na popołudniowe piwko. Idę, a właściwie sunę powłócząc nogami do najbliższej plażowej knajpy w Kalutarze na Sri Lance. I tu niespodzianka, nie tylko ja wpadłem na tak odkrywczy pomysł - wszystkie miejsca pod parasolami z liści palmowych zajęte – gwarny, różnonarodowy tłumek siedzi i leniwie sączy różnokolorowe płyny o nazwach często nie do wymówienia w naczyniach zwanych szklankami.
- Przecież nie będę pił piwa na słońcu – klnę cicho pod nosem - Ale może nie będę musiał – wstąpiła we mnie wielkopomna nadzieja - bo nagle dostrzegam wolne miejsce przy jednym ze stolików. Wprawdzie siedzi tam jakiś trzech kolesi i sączy piwo ale jedno krzesło chyba nie jest zajęte.
- Cześć! – zagaduje, Wolne? – pytam się.
Oni, zmierzyli mnie krótko wzrokiem i uznali, że chyba nie jestem groźny, więc tylko powiedzieli - Jasne, siadaj.
I tak oto przysiadłem się, jak się później okazało do grupki Rosjan, którzy tak jak i ja, spędzali urlop na tym azjatyckim, parnym wybrzeżu. Siedzę i piję sobie piwko, obserwuje jak dwa stoliki dalej łysy koleś walczy z wielkim homarem, którego nijak nie dał się pokroić (gość nie wiedział, że homara trzeba połamać), a jeszcze stolik dalej siedzi pod stołem jakiś dzieciak i z pasją wsypuje pijanemu tatusiowi piach ...

do buta. No cóż, wakacje, sielanka – myślę sobie i zastanawiam się, czy może nie skusić się na jakiś lokalny drink z arakiem i sokiem z trzciny.
- Chcesz jeszcze piwa? – z zamyślenia wyrywa mnie czyjś głos. Po chwili uświadamiam sobie, że to chyba do mnie mówi poblisko siedzący Rosjanin.
– Taa - mówię zaskoczony, Dzięki - weź mi Heinekena.
- OK. – mówi koleś w czerwonych szortach i po chwili przede mną pojawia się kufel złocistego, lodowatego piwa.
- Masz, ale następne ty stawiasz – mówi ze śmiechem.
- Jasne – odpowiadam
- Skąd jesteście? – pytam.
- My z Moskwy – odpowiadają.
- A ty?
- Ja z Polski.
- O, Polak – i tak zaczęliśmy sobie rozmawiać o jakiś bzdurach, aż po następnej kolejce przeszliśmy do grubszych tematów – w tym, a jakże mogłoby być inaczej – temat zszedł na nasze „zaprzyjaźnione” kraje i wzajemne, dość mocno skomplikowane relacje. Moi rozmówcy, którzy, jak się okazało, pochodzili z bardzo zamożnych rodzin, byli wręcz zdziwieni, że ja Polak chce z nimi w ogóle rozmawiać, no bo przecież my Polacy ich – czyli Rosjan – bardzo nie lubimy. Moje tłumaczenia, że wcale tak nie jest, bo do Rosjan jako narodu nic nie mamy i właściwie ich lubimy , a wątpliwości to mamy jedynie do ich rządu i imperialnych zapędów, jakoś ich nie przekonały i zaczęli jeden po drugim dawać mi przykłady naszej wrogości, które oczywiście w większości nijak się miały do rzeczywistości. Na moje słowa, że pewne sprawy oceniają bardzo ...

stronniczo i niezbyt obiektywnie młodzi ludzie z pasją zaczęli wychwalać ich kraj, prezydenta, rząd, Gazprom, wojnę w Gruzji, rosyjską politykę zagraniczną itp. itd.
Po trwającej z pół godzinie wymianie głębokich myśli zamówiliśmy kolejne już piwo i zeszliśmy na temat jakości życia w Moskwie, szans zrobienia u nich kariery itp. I tu również Moskwianie zaczęli opowiadać jak im dobrze, że mieszkają w wielkich willach, jeżdżą drogimi samochodami, a ich ojcowie pracują dla jednej z wielkich firm gazowniczych.
I tak sobie rozmawiamy, pustych kufli po piwie na stole zaczęło przybywać i w końcu zeszliśmy na banalny temat facetów, czyli samochody. I tu jeden z rozmówców, Misza, pochwalił się, że rok temu kupił sobie nowego mercedesa z salonu ale po kilku miesiącach musiał sprzedać swój piękny automobil, bo jak stwierdził z nostalgią w głosie, okazał się dla niego za drogi w użytkowaniu. Zainteresowało mnie, co właściwie ma na myśli, więc zacząłem go wypytywać, jak nowy Merc może być drogi w użytkowaniu, czyżby paliwo, albo OC mieli aż tak drogie? A on, że nie chodzi o to, tylko o mandaty. Coraz bardziej zaciekawiony dalej drążyłem temat i mówię, że ja w Polsce też czasami płacę czasami mandaty ale jakoś mnie to nie rujnuje, więc co on robi, że płaci taaaakie rujnujące jego kieszeń mandaty? Myślę sobie - kolesia stać na nówkę Merca z salonu, a nie stać na płacenie paru rubli? I już zacząłem mieć wizję – albo non stop jeździ na bani, albo wozi gołe laski na masce, a może ...

jeździ na drodze bokiem, kto wie? Ale nie, Misza odpowiedział:
– No jak, przecież wiesz, o co chodzi - Muszę płacić milicji.
- Co? – zapytałem szczerze zdziwiony – Za co im płacić?
- No jak, przecież na pewno też tak macie. Trzeba płacić za to, że się jeździ samochodem.
Że jak? – pytam się z niedowierzaniem – Ale jak to? W ogóle nie rozumiem, co masz na myśli - możesz to bardziej wyjaśnić?
Misza spojrzał się na kolegów ze zdziwieniem i mówi do mnie – No jak Polak, nie wiesz, o co mi chodzi? Przecież jak chcesz jeździć to musisz im się opłacić.
I tu opowiedział mi mrożącą krew w żyłach historię - jak to jest z moskiewską milicją drogową i jak faktycznie wygląda prawo w Moskwie. Otóż, na ulicach Moskwy, głównie na tych większych, co parę kilometrów znajdują się stałe posterunki milicji – budki, kolczatki, milicjanci z kałachami itp. Oprócz takich posterunków, znajduje się także niezliczona ilość lotnych patroli i oni wszyscy mają jedno jedyne zadanie – zatrzymać kierowcę i skasować, tzw. mandat - niezależnie od tego, czy nieszczęśnik akurat naruszył jakiś przepis drogowy, czy też nie. W praktyce wygląda to tak, że milicja drogowa to coś w rodzaju oficjalnej mafii, a o chlubną pracę milicjanta drogowego zabiegają tłumy chętnych, którzy muszą słono zapłacić za przywilej bycia milicjantem – no ale warto, bo wtedy młodzian-milicjant ustawiony jest do końca życia i nikt mu nie podskoczy. W Moskwie milicjant drogowy to prawdziwy król stojący absolutnie poza ...

prawem, który może wszystko i właściwie nikt, poza jego szefem, go nie kontroluje. A jego szef pobiera 80-90% haraczu z tego, co milicjant wyzyska od kierowców i wszystko kręci się tak od lat i to oczywiście całkowicie za przyzwoleniem władz! W praktyce wygląda to tak, że milicjanci mają bazę danych samochodów, i wiedzą, czy kierowca zapłacił już w danym tygodniu, czy też nie. Jak nie, to zatrzymują delikwenta, wynajdują mu jakąś mniej lub bardziej fikcyjną usterkę lub wymyślają jaki to rzekomo przepis drogowy złamał i kasują, kasują, kasują, oczywiście zawsze płatne na miejscu. Jak się opierasz to nie ma zmiłuj – kimkolwiek jesteś to i tak rzucają cię na maskę, leją, a jak się stawiasz to podrzucają dragi lub granaty do samochodu i dopiero wtedy masz kłopoty.
A więc nie ma rady, wszyscy, nawet bardzo bogaci biznesmeni i urzędnicy państwowi po prostu im płacą. I to niemało, a nawet w naszej polskiej skali ogromnie dużo. Według oficjalnego-nieoficjalnego taryfikatora – za bardzo dobry samochód (według skali moskiewskiej - Rolls Royce, Maybach, Astona Martina itp.) trzeba bulić 2000 dolarów tygodniowo (UPS!!!), za średni (Mercedes, Jaguar, Lexus, Infinity, Acura itp.) 1000 dolarów tygodniowo, za słaby (Toyoty Land Cruiser, Jeepy, Saaby itp.) 200 dolarów tygodniowo, a za graty (wszystkie inne) albo nic, albo 10 dolarów tygodniowo (zależy od humoru). I co ciekawe, wszyscy, dosłownie wszyscy płacą i nikt, zupełnie nikt się nie buntuje.
Nie kryjąc zdziwienia graniczącego z oszołomieniem zadałem pytanie, że może trzeba to komuś zgłosić. Ale Misza spojrzał na mnie, jak na ...

głupiego i powiedział – Co ty Polak, życia nie znasz, komu zgłosić? Przecież wszyscy na górze to tolerują bo coś z tego mają!
Ta niesamowita opowieść z krypty wydała mi z pozoru bardzo niewiarygodna ale do stolika przysiedli się kolejni Rosjanie i słysząc naszą rozmowę potwierdzali, że tak jest naprawdę i czemu ja się właściwie dziwię – przecież to nic nadzwyczajnego – tak już po prostu jest i być musi.
Po tej milicyjnej opowiastce rodem z innego świata wypiliśmy jeszcze po dwa piwa i Misza, Dima i Pietia widząc moje zdziwienie wyraźnie się rozochocili i zaczęli mi opowiadać kolejne milicyjne historie, z których szczególnie jedna utkwiła mi w pamięci. Otóż jeden z ich znajomych miał zapalenie pęcherza i chadzał nocą za potrzebą kilka razy do kibelka. A że był to budynek piętrowy to sąsiadom z dołu przeszkadzało to, że głośno spuszcza wodę. I ci sąsiedzi znali kogoś w milicji, zadzwonili do niego i w środku nocy przyjechała milicyjna brygada na sygnale, obiła Bogu ducha winnego delikwenta, wlepiła mu mandat i tu uwaga: zakazała mu… chodzenia nocą do toalety! I wręczyli mu taki zakaz na piśmie!
Jak się okazało rosyjska milicja to państwo w państwie, robi co chce i kasuje kogo chce i za co chce, a wszelkie formy obywatelskiego buntu są niemożliwe, no bo w najlepszym wypadku można zostać obitym przez nieznanych sprawców, a w najgorszym - iść do więzienia.
Po kilku godzinach rozmowy zapytałem ich, jak to co właśnie mi opowiedzieli, ma się do ich wcześniejszych patriotycznych deklaracji? I tu nagle ...

rozmowa zmieniła się radykalnie – Rosjanie - ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, jeden po drugim zaczęli deklarować, że tak naprawdę to mają jedno marzenie – wyjechać z Rosji, a że ich stać, to jeszcze chwila i z pewnością wyemigrują. Marzy im się Francja lub Hiszpania, ale pytali się mnie również o Polskę, czy mamy korupcję itp. Powiedziałem o kopertach dla lekarzy, o ustawionych przetargach itp. – a oni z coraz większym niedowierzaniem słuchali mej opowieści, aż w końcu zawyrokowali – O czym ty mówisz, Polak? Wy w ogóle nie macie korupcji!

Na koniec spotkania Misza ze smutkiem powiedział – Wiesz co Polak, trochę ci zazdroszczę. Dlaczego? – pytam się. No jak, dlaczego? Dwadzieścia lat temu i Polska i Rosja miała tę samą szansę, i gdzie wy teraz jesteście, a gdzie my?
I tak skończyło się moje spotkanie, podane tutaj informacje – choć trudne do uwierzenia - nie są w żaden sposób podkręcane, tak właśnie widzą i opisują kwestię przestrzegania prawa w swoim kraju zamożni, młodzi Rosjanie. A swoją drogą, słuchając takich opowieści możemy dojść chyba tylko do jednego wniosku, że właściwie to chyba naprawdę żyjemy w całkiem fajnym kraju, czyż nie?

16.10.2009 o godz. 18:27
Pojawiły się tajne zdjęcia z okresu II wojny światowej, dzięki którym dowiadujemy się, kto tak naprawdę ciągnął za sznurki podczas słynnej konferencji jałtańskiej, czyli spotkaniu przywódców koalicji antyhitlerowskiej (tzw. wielkiej trójki): przywódcy ZSRR Józefa Stalina, premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla i prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta.

Tak poważnie, artysta z Indonezji, Agan Harahap lubi tworzyć komentarz do słynnych politycznych zdjęć - ciężko określić co miał na myśli, ale wiemy jedno, Darth Vader był po stronie Aliantów!

Jak Wam podobają się zdjęcia?





16.10.2009 o godz. 17:18
HatakeKakashi
LanDonfael
Skąd: Polska,piła, Konoha
O mnie: Elo mam na imię Kinga mam lat 16 i lubię oglądać anime i bajki a szczególnie to naruto ;) moja ulubiona postać z naruto jest wyłącznie Hatake Kakashi i hinad, tak ze kiedyś oglądałam dragon ball'a. A kiedy mam chęć to od czasu se gram w mmorpg moja ulubiona gra to Talisman Online, no to chyba wszystko miłego dnia życzę na moim blogu xD.
statystyki
  • Czas na Bloblo: 8 dni 5 godzin 25 minut
  • Napisanych notek: 122
  • Komentował: 59 razy
  • Zebranych komentarzy: 79
  • Ostatni wpis: 09.09.10, 17:50
  • Wpis średnio co: 14 dni
  • Profil odwiedzono: 133478 razy
  • Ilość avatarów: 62
  • Ilość zdjęć: 568
  • Ilość filmów: 46
  • Ilość logowań: 118
  • Ostatnie logowanie: 12.10.10, 22:29
  • Ostatnio odwiedzili: Azilek, Bailey, Misieek98, Julia1987, Spraajt, Semi, Ino, Geralt, anime778, LITALI
sekcja użytkownika
Mój blog jest bezpieczny z dala od piractwa!